Nieuchwytny zabójca homoseksualistów - niewyjaśniona seria zbrodni w Łodzi

FOT. Urząd Miasta Łodzi
W Łodzi w pamięci miasta pozostał mroczny wątek, który nigdy nie doczekał się rozwiązania. Kilka mężczyzn zginęło po spotkaniach towarzyskich, a tropy często prowadziły do tych samych miejsc. Opowieść o ofiarach, świadkach i śledztwie przypomina, że niektóre sprawy ciągle wiszą nad miastem.
- Na dworcu Łódź Fabryczna zaczynały się często ostatnie spotkania
- Pikiety i domówki - jak ofiary zapraszały sprawcę do mieszkania
- Śledztwo, portret pamięciowy i pytania bez odpowiedzi
Na dworcu Łódź Fabryczna zaczynały się często ostatnie spotkania
Śledztwo wykazało, że wspólnym mianownikiem zdarzeń były spotkania na pikietach osób homoseksualnych, które w tamtym czasie odbywały się m.in. przy dworzcu Łódź Fabryczna. W efekcie odnotowano serię zabójstw; w sumie zginęło 7 mężczyzn. Większość ofiar widziano po raz ostatni właśnie na dworcu, skąd wracali do czyichś mieszkań lub umówionych domówek.
Pikiety i domówki - jak ofiary zapraszały sprawcę do mieszkania
Schemat powtarzał się wielokrotnie: ofiara zapraszała sprawcę do mieszkania, dochodziło do stosunku seksualnego, a następnie osoba zapraszająca była mordowana. Zabójca nie stosował jednego sposobu działania — używał noża, dusił, bił, a czasem zadawał rany tępym narzędziem. Z miejsc zbrodni znikały przedmioty wartościowe: magnetowidy, biżuteria, pieniądze. Wśród ofiar są m.in. Jakub M. (ofiara z 1990 roku), Andrzej S. — którego notatnik z listą partnerów stał się dla śledczych istotnym tropem — oraz ostatnia ofiara, Kazimierz K., znaleziony w mieszkaniu przy ul. Konstytucyjnej.
Śledztwo, portret pamięciowy i pytania bez odpowiedzi
Po jednym ze zabójstw policja skupiła się na osobach wymienionych w notatniku ofiary i sporządziła portret pamięciowy młodego mężczyzny - blondyna o wzroście około 176–178 cm z trzema tatuażami (kropki przy oku, na krtani i dłoni). Główny podejrzany, młody Roman, był widziany na prywatce i wskazany przez świadków, lecz kolejne donosy okazały się nietrafione, a śledztwo zostało ostatecznie umorzone. Jako daty kluczowych wydarzeń w aktach figurują między innymi 25 lutego 1990 oraz 11 lipca 1993. W toku dochodzenia pojawiły się różne hipotezy - od motywu rabunkowego po nienawiść do orientacji seksualnej - lecz żadna nie doprowadziła do zatrzymania sprawcy.
W materiałach pojawia się także wątek osobisty z życia jednego ze świadków — informacja, że mógł on umrzeć na AIDS, podsyciła przypuszczenia, że morderca mógł nie żyć w chwili zamykania sprawy. W tle przewija się także nazwa miejsca pracy wskazanego świadka — Zakłady Eskimo, oraz adres zamieszkania jednego ze świadków przy ul. Rzgowskiej.
Mimo upływu czasu o sprawie opowiada reportaż “Morderca z pikiety” autorstwa Arkadiusza Lorenca, który próbował odtworzyć ciąg wydarzeń i zadać niewygodne pytania o tamte lata.
Przez pryzmat tych wydarzeń wyłania się też praktyczna refleksja dla mieszkańców - historia przypomina, że anonimowość spotkań w przestrzeni publicznej i brak jasnych śladów mogą utrudniać wykrycie przestępcy. Pamięć o ofiarach i świadomość, że ofiary przemocy trafiały z własnych mieszkań do sąsiedztwa, powinna skłaniać do zachowania ostrożności i dbania o to, by miejsca spotkań były bezpieczne i dostępne dla pomocy w razie zagrożenia.
na podstawie: Urząd Miasta Łodzi.
Autor: krystian

