Łódź wchodziła w nowe tysiąclecie z pustkami po fabrykach i nową Piotrkowską

Łódź wchodziła w nowe tysiąclecie z pustkami po fabrykach i nową Piotrkowską

Na przełomie wieków w Łodzi jedne adresy traciły znaczenie szybciej, niż zdążyły się przyzwyczaić do nowej rzeczywistości, a inne dopiero próbowały ją nazwać. W tle był rozpad przemysłu włókienniczego, narastający spór o wielkie sklepy i miasto, które zaczynało szukać nowego centrum ciężkości. Piotrkowska dostała wtedy pierwsze wyraźne znaki odnowy, ale obok nich wciąż stały puste lokale, niewykorzystane hale i inwestycje, które nie wytrzymały próby czasu.

  • Handel po ciosie hipermarketów
  • Piotrkowska dostała nowe symbole, ale nie wszystko przetrwało
  • Mniej mieszkańców, więcej studentów i znacznie mniej nowych mieszkań

Handel po ciosie hipermarketów

Pod koniec XX wieku łódzka gospodarka była już po głębokim przeoraniu. Miasto straciło co najmniej połowę swojego przemysłowego potencjału w branży włókienniczej, a po wielkich zakładach, które wcześniej dawały pracę ogromnej części mieszkańców, został zupełnie inny krajobraz gospodarczy. Na ich miejsce weszły tysiące drobnych firm, przede wszystkim z handlu i usług, ale ten zwrot nie zrównoważył strat od razu.

Od 1997 roku sytuację małych sklepów dodatkowo pogorszył szybki rozwój hipermarketów. Osiedlowe punkty sprzedaży zaczęły znikać, a wraz z nimi rosło bezrobocie. Napięcie było tak duże, że w 1999 roku około 800 łódzkich kupców zablokowało na pięć godzin parking przed supermarketem Billa przy alei Piłsudskiego, domagając się ograniczenia liczby sklepów wielkopowierzchniowych. To był czytelny sygnał, że dla części handlu tamten zwrot w stronę dużych sieci oznaczał nie rozwój, lecz walkę o przetrwanie.

Piotrkowska dostała nowe symbole, ale nie wszystko przetrwało

W centrum miasta zaczęło się jednocześnie budowanie nowego wizerunku. W 1999 roku stanęła Ławeczka Juliana Tuwima, pierwszy element Galerii Wielkich Łodzian na odnowionych fragmentach ul. Piotrkowskiej. Rzeźba autorstwa Wojciecha Gryniewicza szybko wpisała się w przestrzeń głównej ulicy i stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych znaków tej zmiany. W tym samym czasie Piotrkowska coraz mocniej żyła restauracjami i klubami, a o Łodzi zaczęto mówić jak o mieście pubów.

Zmianę widać było także w wydarzeniach masowych. Podczas sylwestra 1999 roku na Piotrkowskiej bawiło się około 20 tys. osób. To pokazuje, że ulica nie tylko odzyskiwała znaczenie w świadomości łodzian, ale też stawała się miejscem spotkań, nie tylko spacerów. Nie wszystkie nowe adresy okazały się jednak trwałe. W Pasażu Rubinsteina otwarto wiosną ogromną restaurację Pizza Hut, opisywaną jako największa w Polsce i druga w Europie po paryskiej. Lokal miał 230 miejsc w sali głównej, 80 na tarasie i ponad 100 w ogródku sezonowym, lecz interes nie utrzymał się długo. Po zamknięciu restauracji działała tam dyskoteka Fun Club, a sam budynek przez lata niszczał i doczekał się zapowiedzi rozbiórki.

Mniej mieszkańców, więcej studentów i znacznie mniej nowych mieszkań

Statystyki z końca wieku pokazują Łódź w mocnym przejściu. W 1980 roku miasto liczyło 835 tys. mieszkańców, w 1990 roku około 850 tys., a w 2000 roku już 798 tys. Jednocześnie w 1999 roku, po reformie administracyjnej, Łódź została stolicą nowego województwa łódzkiego o powierzchni przekraczającej 18 tys. kilometrów kwadratowych. To ważny sygnał, bo administracyjna rola miasta rosła wtedy szybciej niż liczba jego mieszkańców.

Zmieniała się też codzienna struktura miasta. Liczba studentów i absolwentów szkół wyższych wzrosła z 20 tys. w 1989 roku do ponad 80 tys. w 2000 roku. W tym samym czasie budownictwo mieszkaniowe wyraźnie wyhamowało – z niemal 100 tys. lokali oddanych w latach 70., przez 35 tys. w latach 80., do zaledwie 15 tys. w latach 90. Dla rynku oznaczało to większą presję na tańsze mieszkania i mniej nowych adresów do wyboru.

Końcówka wieku była też czasem wyraźnych różnic cenowych. Średni metr kwadratowy mieszkania w Łodzi kosztował 1400–1700 zł, a hale pofabryczne sprzedawano po około 300 zł za metr, już z gruntem. Na takim tle nie dziwi, że rynek nieruchomości był ostrożny, a zainteresowanie kupujących skupiało się na tańszych, mniejszych lokalach. Trzy dni przed Nowym Rokiem zatrzymano również byłego wiceprezydenta Łodzi i byłego dyrektora łódzkiego ZUS Bolesława P. Prokuratura zarzuciła mu wyrządzenie ZUS szkody majątkowej na co najmniej 11 mln zł przy zakupie budynku zakładów Próchnika. Na tle przemian gospodarczych był to kolejny dowód, że przełom wieków w Łodzi nie był tylko opowieścią o nowych szyldach, ale też o kosztach, które miasto musiało wtedy liczyć bardzo dokładnie.

na podstawie: Urząd Miasta Łodzi.