Łódź na początku lat 90. między inflacją, polityką i wielkimi fortunami

3 min czytania
Łódź na początku lat 90. między inflacją, polityką i wielkimi fortunami

FOT. Urząd Miasta Łodzi

Na początku lat 90. Łódź nie miała chwili wytchnienia. Gazety zmieniały właścicieli, ceny rosły z miesiąca na miesiąc, a miasto żyło jednocześnie politycznym zamieszaniem, protestami i historiami, które trafiały na pierwsze strony. W takim krajobrazie codzienność rozpięta była między transformacją a zwykłą walką o to, by nadążyć za kolejnym skokiem cen i kolejną sensacją. To był czas, w którym dawny porządek znikał szybciej, niż zdążył powstać nowy.

  • Prasa, która codziennie opisywała nową Łódź
  • Ceny i pensje, które nie nadążały za rzeczywistością
  • Polityka, protesty i biznesy, które rosły w zawrotnym tempie

Prasa, która codziennie opisywała nową Łódź

Po 1989 roku łódzkie media weszły w zupełnie inny świat. W 1990 r. pojawiła się „Gazeta Wyborcza”, a po restrukturyzacji RSW Prasa Książka Ruch wiele tytułów trafiło na sprzedaż. „Głos Robotniczy” ustąpił miejsca „Głosowi Porannemu”, który nie przetrwał do 1994 r., a „Express Ilustrowany” oraz „Dziennik Łódzki” zmieniały właścicieli razem z całym rynkiem prasowym.

Najpierw pojawił się francuski kapitał Hersanta, potem niemiecki wydawca Passauer Neue Presse. Dla czytelników oznaczało to nie tylko zmianę logotypów na kioskach. Zmieniało się też to, jak opisywano miasto, jego kłopoty i codzienne nerwy. Łódź zaczęła być widziana przez pryzmat nowych układów własnościowych, ale też przez rosnące napięcie społeczne i gospodarcze, które rozlewało się po całym mieście.

Ceny i pensje, które nie nadążały za rzeczywistością

Od 1 stycznia 1992 r. obowiązywała nowa ustawa o podatku dochodowym od osób fizycznych, więc wielu mieszkańców uczyło się nie tylko nowych zasad, ale i samego języka transformacji. PIT-y stały się częścią codzienności, a inflacja robiła swoje, mieszając w cenach, zarobkach i domowych budżetach.

W marcu 1992 r. maluch kosztował już 37,9 mln zł, a polonez 130 mln zł. Dla porównania kilka lat wcześniej te same auta wyceniano odpowiednio na 69 tys. zł i 110 tys. zł. Średnia miesięczna pensja wynosiła 2,4 mln zł, ale w Łodzi, mieście mocno uderzonym kryzysem przemysłu, zarobki były jedne z najniższych w kraju i schodziły poniżej 2 mln zł. W przemyśle wydobywczym można było dojść nawet do 4,3 mln zł, lecz takie liczby niewiele mówiły łodzianom, którzy patrzyli na drożejące towary i coraz bardziej nerwowy rynek.

Nic dziwnego, że prasa coraz ostrzej oceniała zarząd i Radę Miejską w Łodzi. Władze lokalne miały wtedy przed sobą zadanie wyjątkowo trudne, bo musiały odnaleźć się w realiach, w których stary system już się rozpadł, a nowy wciąż nie dawał poczucia stabilności.

Polityka, protesty i biznesy, które rosły w zawrotnym tempie

W styczniu 1993 r. Lech Wałęsa mówił w noworocznym wystąpieniu, że Polska jest jak ludzie w podróży.

„Jesteśmy jak ludzie w podróży. Wiemy, skąd wyruszyliśmy. Znamy kierunek drogi”

W tamtym czasie nie brzmiało to jak slogan, tylko jak próba uporządkowania rzeczywistości, która wymykała się z rąk. Ceny nadal szalały, abonament telefoniczny poszedł w górę, a podwyżka cen alkoholu wyniosła 15 proc. butelka wódki kosztowała 55 tys. zł. W marcu 1993 r. odwołano też łódzkiego prokuratora wojewódzkiego, który pojawił się w programie telewizyjnym w stanie wskazującym na spożycie. Takie historie tylko wzmacniały poczucie, że tamte lata były mieszaniną powagi, chaosu i medialnego szumu.

Jeszcze mocniej widać to było wiosną 1993 r., gdy przez Łódź przetoczyła się fala protestów. W strajku generalnym udział wzięło 300 zakładów pracy. Strajkujący domagali się powołania pełnomocnika ds. restrukturyzacji regionu i funkcję tę otrzymał ówczesny wojewoda Waldemar Bohdanowicz. Z kolei kandydatem na premiera z ramienia KPN został Andrzej Ostoja-Owsiany, przewodniczący Rady Miejskiej w Łodzi.

Transformacja dawała też pole ludziom, którzy chcieli budować wielkie interesy od zera albo w błyskawicznym tempie rozkręcać firmy na skalę, jakiej wcześniej w Polsce rzadko widziano. Nie wszystkim się to udawało. Janusz Baranowski, jeden z głośnych biznesmenów schyłku PRL i senator RP, główny udziałowiec Westy, został aresztowany pod zarzutem zagarnięcia 30 mld zł. Innemu łódzkiemu przedsiębiorcy zarzucono wyłudzenie aż 212 mld zł. Początek lat 90. pokazał więc dwie twarze wolności gospodarczej: spektakularne kariery i równie spektakularne upadki.

na podstawie: Urząd Miasta Łodzi.

Autor: krystian