Łódź dała jej scenę, a wiolonczela stała się językiem bez słów

4 min czytania
Łódź dała jej scenę, a wiolonczela stała się językiem bez słów

FOT. Urząd Miasta Łodzi

Helena Gałek nie brzmi jak ktoś, kto od dziecka planował jedną, prostą drogę. W jej opowieści muzyka nie była wyborem z katalogu, tylko naturalnym środowiskiem – takim, w którym łatwo się zanurzyć i trudno z niego wyjść. Studentka Akademii Muzycznej w Łodzi i tegoroczna stypendystka programu Młodzi w Łodzi pokazuje, że klasyka nie musi stać sztywno w miejscu. Jej kariera już teraz rozciąga się od sal koncertowych po projekty, w których muzyka spotyka się z teatrem, ruchem i innymi sztukami.

  • Z domu pełnego dźwięków wyszła własną ścieżką
  • Z Torunia, przez Poznań, do miasta, które otworzyło przestrzeń
  • Konkursy, koncerty i scena, która nie kończy się na jednym mieście
  • Klasyka bez ciężaru i bez muzealnej ciszy

Z domu pełnego dźwięków wyszła własną ścieżką

Helena Gałek pytana o to, dlaczego wybrała właśnie wiolonczelę, odpowiada bez udawania i bez wielkich deklaracji: „Nie wiem”. To zdanie dobrze oddaje jej historię – nie ma w niej nagłego olśnienia, raczej konsekwencja dorastania w domu, gdzie instrumenty były częścią codzienności. Starszy brat grał na fortepianie i saksofonie, ojciec siedział przy perkusji, a ona od najmłodszych lat obserwowała ten muzyczny ruch z bliska.

W takim otoczeniu trudno było mówić o przypadku. Gdy przyszła pora egzaminów, w grę wchodził jeszcze fortepian, a nawet rodzinne perkusyjne dziedzictwo, ale ostatecznie to wiolonczela stała się jej głosem. Nie jako kompromis, lecz jako instrument, który pozwolił połączyć klasyczne wykształcenie z zamiłowaniem do jazzu i alternatywy.

Z Torunia, przez Poznań, do miasta, które otworzyło przestrzeń

Jej edukacyjna droga prowadziła przez Toruń i Poznań , jednak to Łódź stała się miejscem, w którym artystyczna tożsamość Heleny zaczęła wyraźnie wybrzmiewać. Sama podkreśla, że przyciąga ją tu kultura, film, sztuka i postindustrialna architektura, czyli dokładnie ten miejski krajobraz, który od lat buduje charakter Łodzi.

To nie jest tylko deklaracja przywiązania. Gałek unika zamykania się w bezpiecznym, mocno wyćwiczonym schemacie gry. Zamiast tego szuka połączeń między dyscyplinami i chętnie wchodzi w projekty, w których muzyka nie stoi osobno, ale pracuje razem z innymi formami ekspresji. Właśnie dlatego odnajduje się w przedsięwzięciach takich jak „Ataki” Teatru Tańca, gdzie utwory Huberta Polańskiego wykonywane są na żywo w dialogu z ruchem.

Konkursy, koncerty i scena, która nie kończy się na jednym mieście

Dorobek młodej wiolonczelistki robi wrażenie nie tylko w Polsce. Na liście jej osiągnięć są nagrody zdobywane w konkursach ogólnopolskich i międzynarodowych, zarówno solo, jak i w zespołach kameralnych. Wśród miejsc, w których była wyróżniana, pojawiają się Praga, Ateny, Moskwa, Belgrad, a także Warszawa, Elbląg, Zielona Góra i Łódź.

Jej profesjonalizm potwierdza też praca w European Youth Orchestra Academy w Mannheim, gdzie dwa razy pełniła funkcję koncertmistrzyni wiolonczel – w 2023 i 2024 roku. Do tego dochodzi udział w projekcie Orchestra4Young pod batutą Adama Sztaby oraz występy w salach, które same w sobie niosą ciężar tradycji i prestiżu. Zaliczały się do nich między innymi warszawskie Łazienki Królewskie i Zamek Królewski, Europejskie Centrum Muzyki Krzysztofa Pendereckiego w Lusławicach, a także Centrum Kulturalno-Kongresowe w Luzern i Centrum Yehudi Menuhina w Bernie.

Nie mniej ważna od sukcesów jest dla niej aktywność społeczna. Jako wolontariuszka wspierała Tofifest w Toruniu i Festiwal Muzyki Filmowej w Krakowie, uczestniczyła też w koncertach Ukraińskiej Orkiestry Symfonicznej Nadiia prowadzonej przez Jerzego Dybała. Widać w tym jedno: muzyka nie kończy się u niej na estradzie, tylko naturalnie wychodzi do ludzi i innych środowisk artystycznych.

Klasyka bez ciężaru i bez muzealnej ciszy

Helena Gałek nie przepada za określeniem „muzyka poważna”. Woli patrzeć na klasykę jak na żywą przestrzeń, a nie na zamknięty gabinet z obowiązkową ciszą. Przywołuje przy tym słowa Yo-Yo My: „Na scenie nie można być pesymistą”. To nie tylko efektowna myśl, ale też ważna wskazówka, jak ona sama rozumie swoją drogę.

Dla niej najwięcej dzieje się tam, gdzie muzyka oddycha razem z innymi. Stąd jej szczególna słabość do kameralistyki, w której liczy się bezpośrednia wymiana energii, słuchanie partnera i wspólne budowanie napięcia. Właśnie w takich małych składach odnajduje coś, co nazywa swoim prawdziwym „sacrum” – bez zadęcia, za to z pełnym skupieniem na brzmieniu, relacji i emocji.

na podstawie: Urząd Miasta Łodzi.

Autor: krystian