Uwaga! Burze (komunikat RSO)

Kolejki po lody sięgały stu osób. Historia słodkiego adresu z Piotrkowskiej

Kolejki po lody sięgały stu osób. Historia słodkiego adresu z Piotrkowskiej

W podwórku przy Piotrkowskiej 56 na lody czekało czasem ponad sto osób. Maria Granowska przygotowywała je według przedwojennych receptur, a smak deserów na długo zapadał w pamięć Łodzian. Choć właścicielka pod koniec lat 60. wyjechała do Kanady, jej cukiernicza historia nie skończyła się wraz z emigracją. Rodzinny fach przechodził dalej – z Łodzi przez Szczecin i Warszawę aż po kolejne pokolenie.

  • Od „Warszawianki” do lodów sprzedawanych na podwórku
  • Emigracja do Toronto nie zakończyła rodzinnego interesu
  • Dybalscy rozwinęli cukierniczą tradycję na trzy pokolenia

Od „Warszawianki” do lodów sprzedawanych na podwórku

Początek tej historii wiąże się z Eugeniuszem Dybalskim, urodzonym w 1912 r. w Warszawie . Przed wojną prowadził tam hurtownię artykułów spożywczych. W 1935 r. poślubił Halinę Plewicką, z którą miał trzech synów: Sławomira, Wojciecha i Macieja.

Po wojnie Dybalski przeniósł się do Łodzi. Przy ul. Wschodniej uruchomił kolejną hurtownię i zaczął współpracować z cukiernią „Warszawianka” przy Piotrkowskiej 56. Lokal należał do Marii Granowskiej i jej męża. Firma została zamknięta przez władze w 1949 r., ale cukiernicza pracownia na podwórku nadal działała.

W 1954 r. Granowska otrzymała od urzędu lokal przy ul. Narutowicza. Wtedy jej wspólnikiem został Dybalski. Oboje mieli za sobą osobiste tragedie – mąż Marii zmarł w 1948 r., a pięć lat później odeszła żona Eugeniusza. W 1955 r. Maria i Eugeniusz pobrali się i wspólnie prowadzili cukiernię „Katarzynka”.

Ten lokal również z czasem zamknięto. Produkcja przeniosła się jednak na podwórko przy Piotrkowskiej 56, gdzie sprzedawano lody i ciasta przygotowywane niemal bezpośrednio przy miejscu sprzedaży. To właśnie tam ustawiali się klienci. Granowska korzystała ze starych receptur, dobrych składników i własnych metod przygotowywania deserów. W czasach, gdy wybór słodyczy był znacznie mniejszy niż dziś, taki adres szybko zyskiwał rozgłos.

Dla osób pamiętających tamte kolejki Piotrkowska 56 nie była po prostu miejscem sprzedaży lodów. Była adresem, pod którym można było dostać wyrób przygotowany według receptury niedostępnej w zwykłych sklepach. To także tłumaczy, dlaczego wspomnienie o lodach Granowskiej przetrwało mimo upływu kilkudziesięciu lat.

Emigracja do Toronto nie zakończyła rodzinnego interesu

Maria Granowska wyjechała do Kanady pod koniec lat 60. Presja władz PRL skłoniła ją do opuszczenia kraju, podczas gdy Eugeniusz Dybalski pozostał w Łodzi. Na emigracji Maria nadal zajmowała się cukiernictwem.

13 czerwca 1972 r. rozpoczęła działalność piekarnia Granowskiej przy Roncesvalles w Toronto. W ofercie znalazły się chleby na zakwasie, słodkie wypieki i polskie specjały. Maria prowadziła także restauracje wspólnie z córką Elizabeth. Produkty przygotowywane przez firmę trafiały do Polonii, ale zyskały również szczególne miejsce w historii wizyt Jana Pawła II w Kanadzie. Piekarnia dostarczyła wypieki podczas jego pierwszego przyjazdu do tego kraju, a w 2002 r. Maria gościła papieża na popołudniowej herbacie.

Granowska zmarła w 2004 r. Po jej śmierci zainteresowanie ciastami i deserami stopniowo słabło. Firma, prowadzona później przez córkę, zakończyła działalność w 2011 r., po blisko czterech dekadach obecności na kanadyjskim rynku.

W tym samym czasie łódzka część rodzinnej historii toczyła się własnym rytmem. Eugeniusz Dybalski prowadził działalność cukierniczą w Łodzi do 1970 r. Później przez trzy sezony zajmował się kawiarnią i lodziarnią przy promenadzie w Międzyzdrojach. Zmarł w 1980 r.

Dybalscy rozwinęli cukierniczą tradycję na trzy pokolenia

Po śmierci Eugeniusza fach przejęli jego synowie. Wojciech zdobywał doświadczenie jeszcze w pracowni Marii Granowskiej. Najpierw przez trzy lata prowadził cukiernię w centrum Szczecina , potem wrócił do Łodzi, by kontynuować działalność ojca. Zakład na Pomorzu przejął jego brat Sławomir, który wcześniej prowadził cukiernie w Łodzi i Sieradzu, a później także w Warszawie.

W rodzinnej historii pojawia się również Edmund, brat Haliny Plewickiej. To on prowadził warszawską „Zieloną Budkę” przy ul. Puławskiej. Nazwa nawiązywała do koloru kiosku, w którym sprzedawano lody.

Wojciech Dybalski rozszerzył cukierniczą działalność o produkcję słonych paluszków, rurek waflowych, pierników i kruchych ciasteczek. Jego syn Robert także został cukiernikiem. Od lat 90. XX w. rozwija sieć kawiarni i cukierni z ciastami, pączkami, tortami oraz wyrobami z czekolady wyrabianej na miejscu.

Dziś rodzinne lokale działają w wielu punktach Łodzi i na łódzkich osiedlach. Dzięki temu historia lodów sprzedawanych przy Piotrkowskiej 56 nie pozostała wyłącznie opowieścią dawnych klientów. Nie oznacza to, że każdy współczesny wyrób jest tym samym deserem co przed półwieczem, ale rodzinne doświadczenie cukiernicze nadal ma w Łodzi swój ciąg dalszy.

na podstawie: Urząd Miasta Łodzi.