Odkrył około 600 łódzkich kamienic. Wciąż szuka dalej

Odkrył około 600 łódzkich kamienic. Wciąż szuka dalej

Za kolejną bramą może kryć się podwórko, którego nie ma na żadnej pocztówce. Radosław „Redman” Stępień od 15 lat fotografuje Łódź mniej oczywistą – z opuszczonymi fabrykami, dawnymi zakładami pracy i miejscami ukrytymi tuż obok codziennych tras. Zwiedził już około 600 kamienic oraz ponad 150 fabryk, ale nadal znajduje kolejne fragmenty miasta warte pokazania. Najbliższe są mu Bałuty, gdzie się urodził i wychował.

  • Pierwszy aparat pojawił się przy starych fotografiach miasta
  • Opuszczone fabryki dały początek profilom o nieoczywistej Łodzi
  • Wielokulturowa historia jest widoczna także poza odnowionymi ulicami
  • Spacery pokazują więcej niż daty i archiwalne opisy

Pierwszy aparat pojawił się przy starych fotografiach miasta

Na co dzień Radosław Stępień pracuje w Łódzkim Domu Kultury. Swoje zajęcie określa czasem jako animowanie kultury, choć z wykształcenia jest elektrykiem i ani jednego dnia nie przepracował w tym zawodzie.

Zainteresowanie fotografowaniem Łodzi zaczęło się około 15 lat temu. W internecie pojawiały się wtedy grupy poświęcone starym zdjęciom miasta. Stępień porównywał dawne kadry z tym, co można było zobaczyć w tych samych miejscach współcześnie. Zauważył, że wielu z nich wcześniej nie znał.

„Zacząłem się zastanawiać, jak niektóre z tych miejsc wyglądają dzisiaj”.

Kupił aparat i zaczął chodzić po Łodzi, szukając śladów dawnej zabudowy oraz punktów, które można było zestawić ze starymi fotografiami. Z czasem zwykłe spacery przerodziły się w dokumentowanie miasta, a później także w oprowadzanie po jego mniej znanych zakątkach.

Opuszczone fabryki dały początek profilom o nieoczywistej Łodzi

Stępień zaczął zaglądać do opuszczonych fabryk i zakładów pracy. Nie zawsze znajdował tam wyposażenie, ale pozostawały inne ślady: zapach, kartki przy dawnych stanowiskach i atmosfera miejsca, które wcześniej tętniło pracą.

„Rzadko udawało się tam znaleźć jakiekolwiek wyposażenie, jednak pozostawały zapach albo kartki powieszone przy dawnym stanowisku pracy. Ten klimat silnie działał na moją wyobraźnię”.

Z tych poszukiwań narodził się profil „Urban Explorers Łódź”, gdzie publikował zdjęcia zapomnianych obiektów. Później powstała „Łódź Nieoczywista”. Reakcje odbiorców często wyznaczały mu następne kierunki. Gdy ktoś pytał, jak dane miejsce wygląda obecnie, Stępień traktował to jak zadanie do wykonania.

Niektóre lokalizacje udawało się odnaleźć po kilku miesiącach. W innych przypadkach potrzebował nawet dekady cierpliwości. Dziś ma za sobą wizyty w około 600 kamienicach oraz ponad 150 dawnych fabrykach i zakładach pracy. Całe obszary miasta są dla niego coraz lepiej znane, ale pojedyncze podwórka, kamienice i ich fragmenty wciąż pozostają do odkrycia.

Na poszukiwania wystarczą czasem dwie lub trzy godziny i aparat. To także podpowiedź dla osób, które chcą spojrzeć inaczej na własną okolicę – nie trzeba od razu planować całodniowej wyprawy, by znaleźć miejsce nieznane z codziennej trasy.

Wielokulturowa historia jest widoczna także poza odnowionymi ulicami

Zdaniem Stępnia tajemnice Łodzi wiążą się z jej wielokulturową przeszłością. Do pracy przyjeżdżali tu ludzie z różnych części Polski, a przemysłowy rozwój przyciągał mieszkańców o odmiennych doświadczeniach i pochodzeniu.

„Za pracą przyjeżdżali tu ludzie z całej Polski, co uczyniło Łódź miastem wielokulturowym. Ta różnorodność była jego siłą”.

Dlatego nie ogranicza się do odnowionych kamienic i reprezentacyjnych przestrzeni. Uważa, że obraz miasta tworzą zarówno osoby zamożne, jak i te skromniej uposażone, a pełniejsze spojrzenie wymaga zauważenia także miejsc zaniedbanych i zapomnianych.

Najchętniej wraca na Bałuty. W rankingach dzielnica bywa określana jako niebezpieczna, lecz dla Stępnia pozostaje przede wszystkim rodzinnym domem.

„Dla mnie to po prostu dom. Zawsze będę tu wracał z sentymentem”.

Spacery pokazują więcej niż daty i archiwalne opisy

Podczas autorskich spacerów Stępień opiera się na własnych doświadczeniach oraz historiach usłyszanych od mieszkańców. Nie koncentruje się wyłącznie na faktach historycznych, ponieważ – jak mówi – te można znaleźć w książkach. Ważniejsze jest dla niego pokazanie uczestnikom miejsc, których wcześniej mogli nie zauważać, nawet jeśli znajdują się blisko ich domów.

„Wolę bardziej pokazywać niż opowiadać. Chcę, żeby osoby, które wychodzą z mojego spaceru, zobaczyły coś nowego, coś, czego się nie spodziewały”.

Jego zdjęcia mają być także zapisem współczesnej Łodzi dla przyszłych pokoleń. Prywatne archiwum może kiedyś pomóc odtworzyć wygląd miasta, którego część zabudowy i podwórek z czasem się zmieni.

„Może za sto lat ktoś na ich podstawie zwizualizuje sobie, jak wyglądała dzisiejsza Łódź”.

na podstawie: Urząd Miasta Łodzi.

Treści na stronie są opracowywane z wykorzystaniem sztucznej inteligencji