Chojny pachniały wodą i ziołami. Tak działał łódzki zakład hydropatii

Chojny pachniały wodą i ziołami. Tak działał łódzki zakład hydropatii

Na dzisiejszych Chojnach trudno sobie wyobrazić miejsce, które przed laty reklamowano jak mały kurort dla zdrowia i nerwów. A jednak właśnie tam powstał zakład hydropatyczny, wyposażony jak na swoje czasy z rozmachem, z elektrycznym światłem i telefonem. Za przedsięwzięciem stał Krystian Krauze, a inspiracją była metoda Sebastiana Kneippa – łącząca wodę, ruch i dyscyplinę codziennych nawyków. To historia o Łodzi, która w cieniu fabryk szukała także ratunku dla chorych.

  • Krystian Krauze postawił na wodę zamiast dymu fabryk
  • Chojny miały wyglądać jak uzdrowisko z wyższej półki
  • Wojna przerwała kurort i zmieniła jego funkcję

Krystian Krauze postawił na wodę zamiast dymu fabryk

Pod koniec XIX wieku Łódź rozwijała się w zawrotnym tempie, ale wraz z fabrycznym boomem rosła też liczba osób zmagających się z gruźlicą, chorobami psychicznymi i uzależnieniami. Właśnie na takim tle zaczęła dojrzewać idea zakładu hydropatii w Chojnach. Inicjatywę podjął Krystian Krauze, a budowa pochłonęła 250 tys. rubli.

Całość oparto na pomyśle Sebastiana Kneippa – bawarskiego księdza i propagatora hydroterapii, który widział zdrowie szerzej niż tylko przez samą kurację. W jego podejściu liczyły się także codzienne nawyki: mycie, spacery, ruch, odpoczynek i prosta, regularna higiena. To było myślenie zaskakująco nowoczesne, zwłaszcza w epoce, gdy miasto dusiło się od przemysłowego pyłu.

Chojny miały wyglądać jak uzdrowisko z wyższej półki

Zakład w podłódzkiej miejscowości nie przypominał prowizorycznego domu kuracyjnego. Reklamowano go jako nowoczesny obiekt dla osób z dolegliwościami nerwowymi, z własnym telefonem i regularnym połączeniem omnibusowym. Elektryczne oświetlenie dodatkowo podkreślało, że chodziło o miejsce z ambicjami, a nie o skromny przytułek.

Kuracja ruszała 1 maja, wraz z początkiem sezonu. Na miejscu stosowano różne formy wodolecznictwa i odpoczynku, a otoczenie miało sprzyjać wyciszeniu. Pacjenci mogli korzystać z:

  • kąpieli w różnych temperaturach,
  • kąpieli ziołowych,
  • kompresów,
  • leżakowania,
  • spacerów i ćwiczeń w ogrodzie należącym do zakładu.

To właśnie połączenie zabiegów z ruchem i spokojem sprawiało, że Chojny przez chwilę miały w sobie coś z uzdrowiskowej enklawy. W mieście kojarzonym przede wszystkim z przemysłem taki obraz musiał robić wrażenie.

Wojna przerwała kurort i zmieniła jego funkcję

Pierwsza wojna światowa zakończyła ten rozdział. Dawne uzdrowisko przestało działać, a łodzianie szukający leczenia wyjeżdżali do Solca, Buska, Inowłodza, czasem nawet poza granice kraju. W 1915 roku budynki dostały nowe zadanie – urządzono w nich szpital dla chorych na gruźlicę o łagodniejszym przebiegu. Z czasem miejsce zaczęto traktować jako pierwsze sanatorium w Łodzi.

Po 1945 roku placówka otrzymała imię doktora Alfreda Sokołowskiego, uznawanego za pioniera leczenia gruźlicy. Dziś w dawnych zabudowaniach działa Dom Pomocy Społecznej prowadzony przez Zgromadzenie Sióstr Służebniczek NMP. Z dawnego kurortu nie zostało już nic z elegancji reklamy sprzed wieku, ale pamięć o nim pokazuje, że Chojny miały kiedyś zupełnie inny, zdrowszy rytm.

na podstawie: Urząd Miasta Łodzi.