W Łodzi zużyte ubrania dostają drugie życie i trafiają na wybiegi

W Łodzi zużyte ubrania dostają drugie życie i trafiają na wybiegi

Zdjęcie poglądowe wygenerowane przez AI

W pracowni Renaty Glinkowskiej ślad po molach, nietypowa faktura i resztki nici nie są powodem, by wyrzucić materiał. Z takich elementów powstają pojedyncze ubrania, które później pojawiają się na pokazach mody. Projektantka z Łodzi traktuje upcycling nie tylko jako sposób ograniczania odpadów, lecz także jako metodę opowiadania o osobie, która będzie nosić gotową rzecz.

  • Rodzinne szycie doprowadziło ją do świadomej mody
  • Dziury, resztki i używane tkaniny stają się częścią projektu
  • Ubrania z odzysku pojawiają się na światowych pokazach

Rodzinne szycie doprowadziło ją do świadomej mody

Zamiłowanie do rękodzieła Renata Glinkowska wyniosła z domu. Jej babcia pracowała jako łódzka włókniarka, a mama haftowała dla Cepelii. Najpierw dziewczynka ćwiczyła haftowanie grubą igłą na papierze, później usiadła przy maszynie Singer i zaczęła szyć.

Dorastała w czasach, gdy wybór ubrań był znacznie mniejszy niż dziś. Własne fasony wymyślała sama, a babcia pomagała je wykonywać.

„Nie było zbyt dużo kolorów wokół nas” – wspomina Renata Glinkowska.

Pierwsze zawodowe zlecenie dostała jako 19-latka. Kilka lat później rozpoczęła studia na Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi, na kierunku projektowania dzianin i ubioru dzianego. Kontakt z procesami produkcyjnymi sprawił, że coraz mocniej interesował ją ich wpływ na środowisko.

„Moja wrażliwość nie pozwala mi być obojętną na to, w jaki sposób te procesy wpływają na naszą planetę” – podkreśla projektantka.

Próbowała przekonywać producentów do bardziej odpowiedzialnych rozwiązań. Początkowo spotykała się z lekceważeniem, jednak współpraca przy odzieży sportowej wykonanej z dzianin powstających z butelek PET stała się dla niej ważnym doświadczeniem. Z czasem zaczęła szukać odpowiedzi na inne pytanie: co zrobić z ubraniem, które już zostało wyprodukowane?

Dziury, resztki i używane tkaniny stają się częścią projektu

Glinkowska specjalizuje się w upcyclingu, czyli ponownym wykorzystywaniu gotowych materiałów i ubrań. Korzysta z rzeczy znalezionych w second handach, podczas wymian, otrzymanych od innych osób oraz z pozostałości produkcyjnych. Nie chodzi jej o ukrycie historii materiału. Przeciwnie – ślady zużycia często wyznaczają kierunek całego projektu.

„Najlepiej jest przetwarzać już wyprodukowaną odzież, wyszukiwać na rynku tekstylne perełki, najwyższej jakości tkaniny i luksusowe włókna” – mówi Renata Glinkowska.

Materiał może podpowiedzieć krój, fakturę albo sposób wykończenia ubrania. Dziura po molach, wytarty fragment czy nietypowa powierzchnia nie muszą zostać wycięte. Mogą stać się najbardziej charakterystycznym elementem nowej rzeczy. Dzięki temu każde ubranie jest pojedynczym projektem, a nie produktem powielanym w dużej serii.

Projektantka ogranicza również odpady powstające w jej pracowni. Zbiera nawet nitki odcinane podczas haftowania maszynowego i wykorzystuje je później do przędzenia. To oznacza, że przy takim podejściu znaczenie ma nie tylko główny materiał, lecz także drobne pozostałości po pracy.

„Tworzę rzeczy, dzięki którym materiały zyskują nowe życie. Ja to nazywam reinkarnacją” – dodaje projektantka.

Ubrania z odzysku pojawiają się na światowych pokazach

Unikatowe projekty Renaty Glinkowskiej trafiły na światowe pokazy mody, między innymi podczas fashion weeków związanych z kolekcjami Gosi Baczyńskiej i marki Acephala. Dla projektantki był to sygnał, że ubrania wykonane z materiałów z drugiego obiegu mogą funkcjonować także w świecie kojarzonym z nowością i ekskluzywnością.

„To pokazało mi, że moja praca ma wartość” – mówi Renata Glinkowska.

Równie ważna jest dla niej reakcja osób, które później noszą jej projekty. Największą satysfakcję daje jej moment, gdy gotowa rzecz wygląda tak, jakby od początku była przeznaczona dla konkretnego odbiorcy. W tym podejściu zużyty materiał nie jest ograniczeniem, lecz punktem wyjścia do stworzenia ubrania dopasowanego do człowieka.

Projektantka chciałaby, aby znak recyklingu stał się równie pożądany jak rozpoznawalne logotypy, a odzież z drugiego obiegu zaczęła być postrzegana jako luksusowa. Dla jej pokolenia ponowne używanie rzeczy było codziennością – ubrania przechodziły z osoby na osobę, a wiele z nich przerabiano zamiast wyrzucać. Upcycling nie jest więc dla niej chwilową modą, lecz powrotem do sposobu myślenia, w którym wartość rzeczy nie kończy się wraz z jej pierwszym zastosowaniem.

na podstawie: Urząd Miasta Łodzi.

Ilustracja ma charakter poglądowy i została wygenerowana przez sztuczną inteligencję — nie jest fotografią rzeczywistego zdarzenia.

Treści na stronie są opracowywane z wykorzystaniem sztucznej inteligencji