Dziki coraz częściej wchodzą do miasta. Łódź przypomina, jak reagować

Dziki coraz częściej wchodzą do miasta. Łódź przypomina, jak reagować

Dzika można dziś spotkać nie tylko na skraju lasu, ale też przy osiedlowym śmietniku, w parku i na spokojnej ulicy. W Łodzi takie spotkanie nie musi kończyć się paniką, o ile człowiek zachowa dystans i nie sprowokuje zwierzęcia. Miasto zwraca uwagę, że to wciąż dzikie i nieprzewidywalne zwierzę, a największe ryzyko pojawia się wtedy, gdy ludzie próbują je dokarmiać albo zbliżają się za bardzo.

  • Spotkanie z dzikiem zwykle trwa chwilę, ale wymaga chłodnej głowy
  • Najwięcej szkody robi jedzenie zostawione pod blokiem i w parku
  • Łódź monitoruje sytuację, a pomoc dla rannych zwierząt ma swój tryb

Spotkanie z dzikiem zwykle trwa chwilę, ale wymaga chłodnej głowy

Dziki od dawna nie są już wyłącznie gośćmi z lasu. Pojawiają się także w parkach i na osiedlach, a sprzyja temu łatwy dostęp do jedzenia, pozostawione odpady i coraz trudniejsze warunki do swobodnego przemieszczania się poza granicami zabudowy. Samo spotkanie nie musi oznaczać kłopotów, jeśli nie zrobi się niczego pochopnie.

Najważniejsze jest zachowanie spokoju. Nie należy krzyczeć, wykonywać gwałtownych ruchów ani próbować zbliżyć się do zwierzęcia. Lepiej zatrzymać się, ocenić sytuację i powoli się wycofać. Szczególnie ostrożnie trzeba postępować wtedy, gdy w pobliżu jest locha z młodymi albo dzik zachowuje się nerwowo – fuka, stroszy sierść czy wyraźnie daje znak, że nie chce kontaktu.

Warto też pamiętać o psach. Zwierzę na smyczy to mniejsze ryzyko, że nagle ruszy w stronę dzika i sprowokuje reakcję, której potem trudno będzie uniknąć. Takie drobiazgi często decydują o tym, czy spacer kończy się tylko krótkim stresem, czy realnym zagrożeniem.

Najwięcej szkody robi jedzenie zostawione pod blokiem i w parku

Źródłem problemu bardzo często nie są same dziki, lecz ślady po ludziach. Tam, gdzie pojawia się łatwy posiłek, zwierzęta wracają. To dlatego tak duże znaczenie ma szczelne zamykanie śmietników, pilnowanie kompostowników i niewystawianie bioodpadów wcześniej niż w dniu odbioru.

Trzeba też unikać wyrzucania jedzenia w przestrzeni publicznej. Nawet drobne resztki mogą przyzwyczajać dziki do określonych miejsc, a wtedy zaczynają traktować je jak stały punkt na mapie miasta. Podobnie działa dokarmianie innych zwierząt, jeśli odbywa się chaotycznie i zostawia po sobie łatwo dostępne resztki.

W praktyce chodzi o prostą rzecz: im mniej zapachu jedzenia i otwartych pojemników, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że dzik będzie wracał pod bloki, do parków czy w okolice altan śmietnikowych. To nie teoria, lecz codzienna miejska logistyka, od której zależy bezpieczeństwo spacerowiczów, właścicieli psów i dzieci na placach zabaw.

Łódź monitoruje sytuację, a pomoc dla rannych zwierząt ma swój tryb

W Łodzi nad sprawą pracują także miejskie służby. Funkcjonuje specjalny zespół ds. dzikich zwierząt, który zajmuje się monitorowaniem obecności dzików i szukaniem rozwiązań zgodnych z prawem oraz zasadami humanitarnego postępowania. Samorząd ma przy tym ograniczone możliwości, bo przepisy krajowe nie pozwalają na dowolne przenoszenie dzików ani na odstrzał redukcyjny w granicach miasta.

Według miejskich danych populacja dzików w Łodzi może sięgać nawet 3 tysięcy osobników. To pokazuje skalę zjawiska. Nie jest to już pojedynczy epizod, lecz stały element miejskiego pejzażu, z którym trzeba nauczyć się żyć rozsądnie i bez lekkomyślności.

Gdy pojawi się ranne dzikie zwierzę, należy skontaktować się z Ośrodkiem Rehabilitacji Dzikich Zwierząt. W sytuacji bezpośredniego zagrożenia sprawę można zgłosić odpowiednim służbom. To ważne, bo samodzielne próby pomocy mogą skończyć się źle zarówno dla człowieka, jak i dla zwierzęcia.

na podstawie: Urząd Miasta Łodzi.