[PIŁKA NOŻNA] Radomiak Radom – Widzew Łódź 2:1 w PKO BP Ekstraklasie

[PIŁKA NOŻNA] Radomiak Radom – Widzew Łódź 2:1 w PKO BP Ekstraklasie

W 29. kolejce PKO BP Ekstraklasy Widzew Łódź przegrał w Radomiu z Radomiakiem 1:2. Goście długo byli blisko korzystnego wyniku, ale po samobójczym trafieniu Christosa Donisa gospodarze najpierw wyrównali dzięki Roberto Alvesowi, a w doliczonym czasie gry postawili kropkę nad i po golu Luquinhasa.

Bez bramek do przerwy, ale z nerwami od pierwszych minut

Na stadionie im. Braci Czachorów od początku było widać, że to spotkanie nie będzie grane na luzie. Do przerwy tabela i punkty nie schodziły z pierwszego planu, ale boisko mówiło jedno: będzie twardo, będzie ciasno i bez grama odpuszczania. Żółte kartki pojawiły się już w pierwszej fazie meczu, a z każdą kolejną minutą atmosfera robiła się coraz gęstsza.

Radomiak miał minimalnie więcej piłki przy nodze, lecz Widzew nie pozostawał dłużny. Posiadanie wyniosło 51 do 49 procent, więc różnica była symboliczna. Problem łodzian leżał gdzie indziej – w konkretach pod bramką. Gospodarze częściej dochodzili do sytuacji, oddali pięć celnych strzałów, przy dwóch Widzewa, i wypracowali też więcej stałych fragmentów gry. W meczu tak wyrównanym właśnie to zaczęło robić różnicę.

Po zmianie stron długo wydawało się, że goście mogą wywieźć z Radomia cenne punkty. I rzeczywiście, w 59. minucie Widzew objął prowadzenie po niefortunnym samobójczym trafieniu Christosa Donisa. Dla łodzian był to moment, który powinien dać odrobinę spokoju, ale zamiast tego tylko podkręcił emocje. Radomiak ruszył mocniej, a mecz zyskał jeszcze bardziej nerwowy rytm.

Alves i Luquinhas odwrócili losy meczu

Kiedy wydawało się, że Widzew trzyma wynik w ryzach, Radomiak znalazł odpowiedź. W 83. minucie Roberto Alves uderzył precyzyjnie i doprowadził do wyrównania, a stadion w Radomiu od razu ożył. To był moment, który wyraźnie przechylił psychologiczną szalę na stronę gospodarzy. Goście zaczęli grać coraz bardziej zachowawczo, a Radomiak poczuł, że ten mecz może jeszcze całkiem przejąć.

I rzeczywiście, końcówka należała do zespołu z Radomia. W doliczonym czasie gry Luquinhas trafił na 2:1 i przesądził o zwycięstwie gospodarzy. Dla Radomiaka to był zwrot akcji, który smakuje szczególnie dobrze, bo pozwolił dopisać trzy punkty w samej końcówce i jednocześnie dołożyć pierwszy triumf po powrocie Bruno Baltazara. Dla Widzewa to z kolei bardzo bolesny cios, bo mecz był na wyciągnięcie ręki.

Nieprzypadkowo można powiedzieć, że to spotkanie było bardziej walką nerwów niż otwartym widowiskiem. Sześć żółtych kartek dobrze oddaje jego charakter, a końcowy rezultat pokazuje, jak niewiele dzieliło łodzian od wyjazdowego punktu. Zamiast tego Widzew wraca do Łodzi z poczuciem straconej szansy, tym bardziej że sytuacja w tabeli robi się coraz trudniejsza. Zespół jest 17. i ma 33 punkty, więc taki wynik boli podwójnie.

Radomiak, który ma 11. miejsce i 37 punktów, może po tym meczu odetchnąć z wyraźną ulgą. W sobotnie przedpołudnie w Radomiu emocji nie brakowało, ale ostatnie słowo należało do gospodarzy. Dla łódzkich kibiców to był jeden z tych wyjazdów, po których zostaje niedosyt i pytanie, jak długo jeszcze uciekająca przewaga będzie wymykać się w samej końcówce.

Radomiak RadomStatystykaWidzew Łódź
2Gole1
51%Posiadanie49%
5Strzały celne2
8Strzały niecelne4
20Strzały łącznie7
7Strzały zablokowane1
14Strzały w polu karnym3
6Strzały spoza pola4
6Rzuty rożne2
12Faule15
2Spalone0
4Żółte kartki2
2Interwencje bramkarza3
335Liczba podań337
261Podania celne236
78%Skuteczność podań70%