W bibliotece w Konstantynowie czytelnicy biją rekordy, a dzieci wyprzedzają dorosłych

W bibliotece w Konstantynowie czytelnicy biją rekordy, a dzieci wyprzedzają dorosłych

FOT. Gmina Konstantynów Łódzki

W Konstantynowie książki schodzą z półek w tempie, które bardziej przypomina sportową tabelę wyników niż spokojne życie biblioteki. Najlepszy czytelnik minionego roku sięgnął po 260 tytułów, a za nim ustawili się kolejni, tylko trochę mniej łasi na nowe historie. Najmocniej widać dziś jedno – wśród rekordzistów coraz śmielej wchodzą dzieci i nastolatki.

  • W bibliotece wyniki czytelników wyglądają jak tabela rekordów
  • Dwaj chłopcy pokazują, że czytanie nie przegrywa z ekranem
  • Rodzinne biblioteki i szkolne maratony budują nawyk na lata

W bibliotece wyniki czytelników wyglądają jak tabela rekordów

Miejska Biblioteka Publiczna w Konstantynowie ma za sobą rok, w którym liczby zrobiły wrażenie nawet na stałych bywalcach. Anna Walczak, dyrektorka placówki, mówi wprost, że czytelnicze rekordy zostały pobite. Najlepszy wynik to 260 książek w ciągu roku, druga osoba przeczytała 216, a trzecia 213.

„Czytelnicze rekordy zostały pobite” – wylicza Anna Walczak, dyrektorka Miejskiej Biblioteki Publicznej w Konstantynowie.

To nie są pojedyncze wyjątki. W takim tempie czytają całe grupy wiernych bibliotekarzom mieszkańców – rekordzistów jest kilkudziesięciu. Dla miasta to sygnał prosty i bardzo czytelny: książka nie jest tu dodatkiem do codzienności, ale jednym z jej stałych punktów.

Biblioteka przyciąga też nowościami. Dyrektorka podkreśla, że na półkach są świeże wydania i tytuły, po które sięga szeroka publiczność, także najgłośniejsze bestsellery.

„Mamy nowości wydawnicze, więc nasz księgozbiór cieszy się dużym zainteresowaniem. Nawet najnowsze bestsellery Empiku są u nas” – mówi Anna Walczak.

W tym wyścigu o kolejne lektury najmocniej cieszy jednak coś jeszcze: że obok dorosłych wśród rekordzistów pojawiają się dzieci.

„Serce nam rośnie, gdy w gronie czytelników-rekordzistów znajdujemy młodzież i dzieci” – dodaje dyrektorka.

Dwaj chłopcy pokazują, że czytanie nie przegrywa z ekranem

Jednym z najbardziej wyrazistych przykładów jest 10-letni Wojtek Cyrulski. W tym roku szkolnym ma już zaliczone 60 lektur ponadobowiązkowych, a w 2025 roku wypożyczył w bibliotece miejskiej 68 woluminów. To wynik, który wśród dorosłych też robiłby wrażenie, a u ucznia brzmi już niemal jak własny program czytelniczy.

Jego mama nie ukrywa, że książki zajmują w domu bardzo dużo miejsca i jeszcze więcej czasu.

„Syn czyta non stop. Dla niego karą jest, gdy nie może pójść do biblioteki lub czytać” – mówi Agata Cyrulska.

Wojtek potrafi bez większego wysiłku przeczytać 500 stron. W domu trzeba było mu nawet ograniczać nocne czytanie, bo trudno było go oderwać od książek. Rodzina posunęła się do prostego, ale wymownego kroku – zniknęły latarki, żeby chłopiec nie zarywał nocy na kolejne rozdziały.

To nie przypadek. W domu Cyrulskich nie ma telewizora, komputer pojawia się sporadycznie, a telefonu komórkowego chłopiec w ogóle nie ma. Rodzice są programistami i dobrze wiedzą, jak łatwo technologia potrafi wciągnąć bez umiaru. Dzięki temu dzieci mają więcej przestrzeni na książki i sport.

Wojtek pływa z młodszym bratem w UKS Piątka, a od czterech lat trenuje judo pod okiem Mariana Kaczorowskiego. Czyta komiksy i fantasy, a sam przyznaje, że rówieśnicy nie sięgają po książki tak często jak on. Teraz chciałby dostać w ręce pierwszą część trylogii „Bractwo Zagrożonych” – skoro drugą już ma, kolejność stała się dla niego sprawą honoru.

„Dostałem w nagrodę drugą część, więc najpierw chciałbym przeczytać pierwszą” – mówi Wojtek.

Rodzinne biblioteki i szkolne maratony budują nawyk na lata

Drugim młodym rekordzistą jest 9-letni Wojciech Marecki. W ciągu minionego roku wypożyczył i przeczytał 91 książek, a na jego liście ulubionych tytułów są m.in. „Mapy”, „Wilki” i „Daj gryza” z wydawnictwa Dwie Siostry. To zestaw, który pokazuje, że dziecięce czytanie nie kończy się na jednej półce – potrafi łączyć przygodę, wiedzę i humor.

„Lubię czytać fantasy, książki naukowe, przygodowe i śmieszne historie” – wylicza chłopiec.

Poza książkami lubi planszówki, Lego i piłkę nożną. Rodzice także czytają dużo, a w domu od dawna była biblioteka, więc książki nie pojawiły się u niego przypadkiem. Hanna Lewandowska-Marecka mówi, że pasję udało się zaszczepić wcześnie, a sam Wojtek szybko nauczył się czytać i dziś robi to bardzo sprawnie.

„Zawsze gdzie mieszkałam, była domowa biblioteka. Zaszczepiliśmy z mężem pasję czytania u syna” – mówi Hanna Lewandowska-Marecka.

Chłopiec szczególnie lubi język polski, ale matematykę stawia zaraz za nim. W szkole bierze udział w maratonach czytania – uczniowie muszą tam przeczytać sześć książek spoza lektur i co miesiąc zaliczać test z każdej z nich. Żeby lepiej zapamiętać fabułę, Wojtek po lekturze rozmawia o niej z rodzicami. To prosty rytuał, który zamienia zwykłe czytanie w codzienny trening pamięci i wyobraźni.

Kiedyś marzył o karierze piłkarza, dziś patrzy już dalej.

„Chciałbym kiedyś tworzyć gry komputerowe” – przyznaje 9-latek.

W Konstantynowie książki wciąż mają moc, ale nie jako obowiązek. Raczej jako własny, dobrze strzeżony świat, do którego niektóre dzieci wracają częściej niż do ekranu.

na podstawie: Konstantynów Łódzki.