W męskich zawodach znalazły własny rytm i nie dają się zepchnąć na margines

6 min czytania
W męskich zawodach znalazły własny rytm i nie dają się zepchnąć na margines

FOT. Gmina Konstantynów Łódzki

Na pierwszy rzut oka łączy je tylko jedno – każda weszła tam, gdzie przez lata dominowali mężczyźni. Policjantka, diagnostka samochodowa i trenerka piłki z Konstantynowa Łódzkiego oraz Pabianic pokazują, że o zawodzie nie decyduje etykieta, tylko odporność, wiedza i konsekwencja. W ich opowieściach nie ma pozy ani deklaracji na pokaz – są mundur, stacja kontroli pojazdów i boisko, czyli miejsca, w których codziennie trzeba brać odpowiedzialność. To właśnie te trzy historie składają się na obraz kobiet, które nie proszą o zgodę na swoje ambicje.

  • Mundur, który zaczął się od nieoczywistej decyzji
  • Na Lutomierskiej kobieta sprawdza auta z precyzją, nie z przyzwyczajenia
  • Piłka po godzinach i marzenie, które nie wygasło

Mundur, który zaczął się od nieoczywistej decyzji

Podkomisarz Agnieszka Jachimek dziś jest rzeczniczką prasową Komendy Powiatowej Policji, ale do munduru nie prowadziła jej dziecięca fascynacja kryminałami ani marzenie o pościgach. Sama przyznaje, że należy do tej drugiej grupy – tych, które do policji weszły bez wcześniejszego planu, a zostały na lata. Po studiach na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu , gdzie zdobyła wykształcenie pedagogiczne ze specjalizacją w edukacji dorosłych i socjologiczne, długo szukała pracy zgodnej z kwalifikacjami. To właśnie teść podsunął jej pomysł, by spróbowała w policji albo wojsku.

„Ja jestem w tej drugiej grupie” – mówi o policjantkach, które nie marzyły o mundurze od dziecka.

Zanim rozpoczęła służbę, musiała przejść testy sprawnościowe, psychologiczne i wiedzy. Zaliczyła je bardzo dobrze. W połowie 2013 roku wzięła ślub, a jesienią została przyjęta do policji. Szkolenie w Sieradzu otworzyło jej drogę do pracy z przepisami, interwencjami i bronią. Dziś służbowo korzysta z niemieckiego Walthera P99, a obowiązkowe szkolenia przechodzi co kwartał.

Jej zawodowa droga pokazuje, jak bardzo policja opiera się nie tylko na sile, ale przede wszystkim na rozmowie i opanowaniu. Najpierw trafiła do Ogniwa Patrolowo-Interwencyjnego Komendy Miejskiej w Łodzi, gdzie patrol jako pierwszy dociera na miejsce zdarzeń. Potem, od 1 stycznia 2020 roku, pracowała w patrolu interwencyjnym w Pabianicach , rok później dołączyła do Zespołu ds. Nieletnich i Patologii, a od ponad dwóch lat jest rzeczniczką komendy. Z wyróżnieniem zdała także egzamin oficerski.

To, co podkreśla najmocniej, to rola zwykłej rozmowy. W sytuacjach napięcia nie zawsze chodzi o natychmiastowe decyzje, czasem ważniejsze okazuje się wysłuchanie i spokojne sprowadzenie spraw na ziemię. Tak wygląda codzienność służby, którą Agnieszka opisuje jako przestrzeń dla ludzi gotowych chronić słabszych, ale też czasem po prostu ukarać mandat.

W policji widać też rosnącą obecność kobiet. W tej formacji na 100 funkcjonariuszy przypada prawie 25 policjantek, a w samych Pabianicach pracują 72 kobiety w mundurze. W 2025 roku do Powiatowej Komendy Policji wpłynęły 40 podania, z czego przyjęto 34 osoby, w tym 14 kobiet. To nie jest już margines, tylko stały element tej służby.

Agnieszka Jachimek łączy to z życiem rodzinnym. Jest żoną i mamą dwóch córek w wieku 7 i 10 lat. W jej opowieści nie ma rozdziału między pracą a codziennością – jest jedno życie, które trzeba dobrze poukładać.

Na Lutomierskiej kobieta sprawdza auta z precyzją, nie z przyzwyczajenia

Na Stacji Kontroli Pojazdów przy ulicy Lutomierskiej 32 w Konstantynowie Łódzkim pracuje Ewelina Gajdka, pierwsza i jedyna kobieta w powiecie pabianickim z uprawnieniami diagnosty samochodowego. To zawód, który wielu osobom wciąż kojarzy się z brudnym warsztatem i siłą fizyczną, ale ona od początku patrzy na niego inaczej. Tu liczą się dokładność, wiedza techniczna i cierpliwość, a nie stereotypowe wyobrażenie o tym, kto „pasuje” do takiej pracy.

„Nie wymaga siły fizycznej, a raczej wiedzy technicznej, precyzji i dokładności” – podkreśla diagnostka.

Ewelina ma solidne zaplecze techniczne. Ukończyła dwa kierunki na Politechnice Łódzkiej – Zarządzanie i Inżynierię Produkcji oraz Bezpieczeństwo i Higienę Pracy. Temat jednej z prac inżynierskich już wtedy zahaczał o motoryzację, choć ona sama nie myślała jeszcze o diagnostyce. W pracy badała skutki uwolnienia gazu LPG w samochodach osobowych w garażach podziemnych. Dziś, po latach, ta wiedza ma już bardzo konkretny wymiar.

Na nową ścieżkę zawodową namówili ją rodzice, którzy od ponad czterech lat prowadzą Podstawową Stację Kontroli Pojazdów PAW MOT przy Lutomierskiej. Decyzja nie przyszła od razu, bo – jak przyznaje – ważyła wszystkie za i przeciw. Nie obawiała się jednak techniki ani motoryzacji. Wiedziała też, że egzamin na diagnostę nie należy do prostych: obejmuje szeroki materiał i łączy część teoretyczną z praktyką.

Ten egzamin był przygotowaniem do pracy także z większymi i bardziej wymagającymi pojazdami, bo kwalifikacje dotyczą Okręgowej Stacji Kontroli Pojazdów, gdzie sprawdza się również autobusy, cysterny czy inne pojazdy ciężarowe i specjalistyczne. Ewelina zdała go jako jedyna kobieta na kursie i jedyna kobieta w gronie niemal 40 zdających panów.

Jej historia dobrze pokazuje, że branża techniczna nie ma jednej płci. Zawód diagnosta wymaga obsługi nowoczesnych urządzeń, odczytywania danych pomiarowych i szybkiego wyciągania trafnych wniosków. To praca dla osób, które lubią konkret i nie boją się odpowiedzialności. Ewelina zresztą nie unikała wyzwań także wcześniej – jeszcze w trakcie studiów pracowała w łódzkiej firmie zajmującej się produkcją dużego sprzętu AGD i dziś nadal tam jest. Lata w różnych działach nauczyły ją pracy pod presją czasu, kontaktu z ludźmi i poruszania się w środowisku, w którym trzeba być jednocześnie spokojnym i stanowczym.

Piłka po godzinach i marzenie, które nie wygasło

Marta Kołacha od dziecka wybierała boisko zamiast zabaw, które przypisywano dziewczynkom. Grała z kuzynem Patrykiem, wspinała się z nim na drzewa i wychodziła na betonowe boisko przy Sucharskiego oraz na Orlika. To tam zaczęła się droga, która zaprowadziła ją do Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Łodzi. Wcześniej w szkole podstawowej nauczyciel wychowania fizycznego Andrzej Grębosz dostrzegł jej talent i to on pomógł uporządkować marzenie, które wcześniej było tylko dziecięcą zabawą.

Na boisku nie zawsze było łatwo. W dzieciństwie i później słyszała od chłopców przykre komentarze, ale nie rezygnowała. W SMS-ie trenowała dwa razy dziennie, grała mecze ligowe, a na trybunach towarzyszyły jej mama, babcia i siostra. Później przyszedł cios, który mógł zakończyć karierę – zerwane więzadła. Rehabilitacja trwała długo, a powrót do gry wymagał cierpliwości i silnej głowy. Choć znów była sprawna, zaczynała mecze z ławki rezerwowych, ale nie zeszła z boiska na dobre.

Od pięciu lat prowadzi drużyny dziewcząt do lat 13 i do lat 16 w KKS Włókniarz Konstantynów Łódzki. W ubiegłym roku została też trenerką seniorek. Jej zespół gra w IV lidze i walczy o awans do III ligi, a tabela pokazuje, że walka ma realny sens – Włókniarz jest na pierwszym miejscu, za nim AKS II Łódź, a także Widzew, który został pokonany w bezpośrednim meczu. Wcześniej Włókniarz wygrał też z AKS II Łódź.

Marta nie ukrywa, że kobieca piłka ma swój własny rytm. Zawodniczki łączą treningi z pracą zawodową, a piłka jest dla nich pasją po godzinach i w weekendy.

„Kobiety to zadziory. Są waleczne i nieustępliwe” – mówi o piłkarkach.

Nieprzypadkowo podkreśla też, że w futbolu ogromne znaczenie ma wiara w siebie i konsekwencja. Sama grała w ataku, strzelała gole i nadal to robi. Podziwia Kubę Błaszczykowskiego za charakter i wierność sobie, a za czysty talent – Leo Messiego. Kibicuje Barcelonie i Widzewowi, ale najbardziej zależy jej na czymś innym: żeby jej wychowanki kiedyś wyszły na boisko z orzełkiem na piersi.

Po kontuzji sporo czasu spędzała u fizjoterapeutów, co z czasem ułożyło się w nowy zawód. Dziś sama jest fizjoterapeutką, a ta praca nie kłóci się ani z grą, ani z trenerką. Przeciwnie – domyka jej historię. Pomaga innym wracać do sprawności, tak jak kiedyś sama walczyła o powrót na murawę.

na podstawie: Gmina Konstantynów Łódzki.

Autor: krystian