Wakacje łodzian sprzed pół wieku miały własny rytm. Kolonie, wczasy i kąpieliska

Wakacje łodzian sprzed pół wieku miały własny rytm. Kolonie, wczasy i kąpieliska

Latem Łódź pustoszała, choć nie wszyscy wyjeżdżali daleko. Dzieci spędzały tygodnie na koloniach, dorośli korzystali z zakładowych turnusów, a ci, którzy zostawali na miejscu, szukali ochłody na basenach i kąpieliskach. Wakacyjny odpoczynek w latach 70. miał mniej wariantów niż dziś, ale dla wielu rodzin oznaczał morze, góry, jeziora albo kilka tygodni na wsi.

  • Łódzkie baseny i podmiejskie letniska były planem na całe lato
  • Zakłady pracy organizowały wyjazdy nad morze i w góry
  • Kolonie, obozy i pocztówki zastępowały codzienny kontakt

Łódzkie baseny i podmiejskie letniska były planem na całe lato

Wakacje nie zawsze wiązały się z daleką podróżą. Osoby pozostające w Łodzi mogły korzystać z miejskich basenów i kąpielisk. Wśród dostępnych obiektów znajdowały się:

  • Fala,
  • Olimpia,
  • Włókniarz,
  • Promieniści,
  • Budowlani.

Popularne były także miejsca wypoczynku nad wodą i wśród zieleni:

  • Arturówek,
  • Stawy Stefańskiego,
  • Stawy Jana,
  • Łagiewniki,
  • park Na Zdrowiu,
  • Ruda.

Na dłuższy pobyt wybierano podłódzkie miejscowości, które od lat pełniły funkcję letnisk. Grotniki, Sokolniki, Żabiczki, Wiśniowa Góra i Justynów przyciągały osoby szukające odpoczynku poza przemysłowym centrum. Dalej położone Spała i Sulejów również należały do popularnych kierunków.

Ważnym zwyczajem były wyjazdy na wieś do krewnych. Po wojnie wielu mieszkańców wsi przeniosło się do Łodzi, między innymi po to, by zdobyć wykształcenie i znaleźć pracę. Ich dzieci i wnuki mogły więc spędzać lato u dziadków, wujków lub dalszej rodziny. Ci, którzy nie mieli takich możliwości, wynajmowali pokoje u gospodarzy. Dla dzieci z miasta oznaczało to nie tylko odpoczynek, lecz także kontakt z codziennym życiem na wsi.

Zakłady pracy organizowały wyjazdy nad morze i w góry

Duże przedsiębiorstwa oraz instytucje prowadziły własne ośrodki wypoczynkowe. Pracownicy otrzymywali miejsca na turnusach, najczęściej dwutygodniowych, a część kosztów pokrywały zakładowe fundusze socjalne. Dzięki temu wakacyjny wyjazd był dostępny dla większej liczby rodzin, choć termin i miejsce zależały od przydziału.

Zakłady pracy organizowały również kolonie dla dzieci. Młodzi łodzianie wyjeżdżali nad Bałtyk, w góry oraz nad jeziora, korzystając z oferty przygotowanej przez przedsiębiorstwa, w których pracowali ich rodzice. Dla rodzin oznaczało to połączenie opieki nad dziećmi, wypoczynku i niższych kosztów.

Niektóre łódzkie fabryki posiadały własne obiekty w atrakcyjnych regionach kraju. Uniontex dysponował domem wypoczynkowym Włókniarz w Dźwirzynie. W jego sąsiedztwie znajdowały się także pawilony i domki kempingowe należące do innych łódzkich zakładów. W Ustce działał hotel Włókniarz, którego związek z zakładową bazą wypoczynkową również pojawia się w opisach tamtej epoki.

Uzupełnieniem zakładowej oferty były wczasy organizowane przez Fundusz Wczasów Pracowniczych. Sieć FWP obejmowała setki obiektów i tysiące miejsc w całym kraju. Dla mieszkańców Łodzi oznaczało to dostęp do wypoczynku w wielu regionach, nawet jeśli ich zakład nie miał własnego ośrodka.

Kolonie, obozy i pocztówki zastępowały codzienny kontakt

Dzieci ze szkół podstawowych wyjeżdżały na kolonie, a starsza młodzież korzystała z obozów. Harcerze wypoczywali w stałych stanicach i leśnych bazach. W latach 70. dużą popularnością cieszyły się także obozy wędrowne. Uczestnicy przemieszczali się po wybranym regionie, nocując między innymi w wiejskich szkołach oraz schroniskach młodzieżowych.

Oferty wakacyjne przygotowywały również PTTK i inne organizacje turystyczne. Dzięki nim młodzi ludzie mogli poznawać kolejne części kraju nie podczas jednego pobytu w ośrodku, lecz w trakcie zaplanowanej trasy.

Wyjazd oznaczał wtedy także ograniczony kontakt z rodziną. Telefon nie był powszechnym ani łatwo dostępnym sposobem komunikacji, dlatego ważną rolę odgrywały pocztówki. Dzieci wysyłały je rodzicom, dziadkom, krewnym i znajomym. Krótka wiadomość z kolonii lub wczasów była potwierdzeniem, że wszystko jest w porządku, a zarazem pamiątką z podróży.

Warunki w dawnych ośrodkach wypoczynkowych często były skromniejsze niż te, do których przyzwyczajeni są turyści obecnie. Nie odbierało to jednak znaczenia samemu wyjazdowi. Liczyły się pobyt nad morzem, w górach lub nad jeziorem, zwiedzanie oraz nowe znajomości. Już sama podróż mogła być osobnym doświadczeniem – najczęściej pociągiem, rzadziej samochodem.

Podróż koleją wiązała się niekiedy z walką o miejsce w wagonie. Wyprawa autem również mogła zamienić się w serię problemów, gdy syrenka albo maluch wymagały postoju na stacji benzynowej lub w warsztacie. Mimo tych niedogodności wiele takich wyjazdów pozostało w pamięci łodzian. Dawny model wypoczynku opierał się na kilku stałych drogach: zakładowym turnusie, kolonii, letnisku, rodzinnej wsi albo kąpielisku w pobliżu Łodzi.

na podstawie: Urząd Miasta Łodzi.