Klasyczna wersja, która wywodzi się aż ze starożytnych Indii, wymaga pewnych przygotowań. Trzeba mieć drewienko, czyli klipę o długości 11–12 cm i średnicy ok. 2 cm o zaostrzonych końcach, oraz drugi, nieco dłuższy kawałek, tzw. balas (ok. 40 cm), jako łopatkę do podbijania i uderzenia klipy. Na ziemi rysuje się koło lub kwadrat, a zawodnik wybija klipę z bazy (gra zawiera pewne elementy baseballu i krykieta). Inni zawodnicy próbują ją złapać lub odkopnąć. Jeżeli klipa nie wpadła z powrotem do koła, osoba broniąca ma prawo do trzykrotnego jej podbicia w zaostrzone końce i – kiedy podskoczy do góry – uderzenia, by jak najdalej poleciała. Potem liczy się kroki i zdobywa punkty. Kto wrzucił klipę do koła, zajmuje miejsce wybijającego.

W wersji uboższej, tak jak np. grano na Bałutach, wystarczył jeden metrowy kij oraz krótszy patyk, a wybijano klipę nawet na 30–50 m! Złapanie „króciaka” i odrzucenie go poza linię atakujących powodowało, że drużyna musiała się cofnąć. Natomiast gdy wybity kijek lądował za obrońcami, tracili oni teren. I tak wędrowali chłopcy bałuckimi ścieżkami, podbijając klipę i wypychając się wzajemnie z uliczek i podwórek. Gra musiała być w Łodzi bardzo popularna, skoro odnotował ją Tuwim w poemacie „Kwiaty polskie”, gdzie król uliczników, niejaki Kazek, ogłasza następujące prawo: „Jeżeli klipa sztorcem padnie, liczyć zaczyna się na nowo…”.