Policjanci zatrzymali 37-latka, który po kłótni z pracownicą jednej z firm kurierskich poinformował ją, że w jednej z paczek jest bomba. Doszło do ewakuacji i uruchomienia służb oraz całej procedury weryfikacyjnej. Alarm bombowy okazał się głupim żartem. Przypominamy, że za takie zachowanie grozi kara od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności.

16 stycznia 2020 roku około godziny 17.00 do firmy kurierskiej w dzielnicy Widzew przyszedł klient chcący nadać paczkę. Po kłótni z pracownicą, która nie chciała przyjąć źle zapakowanej według niej przesyłki, 37-latek poinformował ją, że w jednej z paczek jest bomba a następnie wyszedł. Z uwagi na prawdopodobieństwa realnego zagrożenia na miejsce skierowano patrole policji oraz zastępy straży pożarnej. Zgodnie z procedurami funkcjonariusze pomagali w ewakuacji  około 150 osób dla, których zadysponowano autobusy MPK. W trakcie tych działań do firmy kurierskiej wrócił niezadowolony klient, który wszczął ten fałszywy alarm. Po sprawdzeniach budynku ,jego mieszkania i auta został zatrzymany. Noc spędził w policyjnym areszcie. Tłumaczył, że nie zdawał sobie sprawy, że jego słowa o podłożonym ładunku wybuchowym wywołają takie skutki. Dzisiaj usłyszy zarzuty.

Przypominamy, że kodeks karny penalizuje takie zachowania. „Kto wiedząc, że zagrożenie nie istnieje, zawiadamia o zdarzeniu, które zagraża życiu lub zdrowiu wielu osób lub mieniu w znacznych rozmiarach lub stwarza sytuację, mającą wywołać przekonanie o istnieniu takiego zagrożenia, czym wywołuje czynność instytucji użyteczności publicznej lub organu ochrony bezpieczeństwa, porządku publicznego lub zdrowia mającą na celu uchylenie zagrożenia, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.”